Są takie dni, kiedy wszystko jest trochę zbyt znajome. Ta sama droga, ta sama kawa, ta sama playlista, której nie zmieniasz od miesięcy. I ten sam zapach, po który ręka sięga właściwie sama. Nie dlatego, że przestał Ci się podobać. Po prostu czasem pojawia się ochota, żeby otworzyć drzwi i sprawdzić, co jest za nimi.
W świecie perfum takim małym wyjściem poza rutynę mogą być owoce, których aromatu nie da się łatwo porównać z jabłkiem, cytryną czy brzoskwinią. Marakuja jest słodka, kwaśna i trochę nieprzewidywalna. Liczi pod chropowatą skórką ukrywa jasne, soczyste wnętrze. Dwa egzotyczne owoce, dwa zupełnie inne wrażenia i dwa zapachy Söppö, które pozwalają przyjrzeć im się z bardzo bliska.
Mad Gut i Jelly Belly nie próbują zamienić marakui i liczi w wielkie tropikalne koktajle. Są monoperfumami — pozwalają jednemu owocowi zostać w centrum uwagi. I może właśnie dlatego dobrze pasują do momentów, kiedy masz ochotę poczuć coś trochę mniej oczywistego. Nie zmieniać całego życia. Po prostu spróbować innego zapachu.
Świeże perfumy nie muszą zaczynać się od cytrusów
Kiedy myślisz „świeże perfumy”, co pojawia się jako pierwsze? Cytryna? Bergamotka? Może grejpfrut i to charakterystyczne wrażenie, jakby ktoś właśnie rozciął jego skórkę tuż obok Ciebie?
To najbardziej intuicyjne skojarzenia, ale świeżość ma znacznie więcej twarzy. Może pachnieć zielonymi liśćmi, łodygami i trawą. Może przypominać chłodne powietrze, wodę albo morską bryzę. Może też pojawiać się w owocach — soczystych, lekkich, czasem słodkich, czasem kwaśnych, a czasem robiących jedno i drugie naraz. W klasyfikacji rodzin zapachowych cytrusy, nuty wodne i morskie, zielone oraz owocowe funkcjonują jako odrębne kierunki, choć każdy z nich może na swój sposób budować wrażenie lekkości i świeżości.
I właśnie tutaj robi się ciekawie. Bo jeśli przez lata świeży zapach oznaczał dla Ciebie głównie cytrusy albo nuty morskie, egzotyczny owoc potrafi trochę namieszać w tej definicji. Nadal może być rześko i lekko, ale zamiast ostrego błysku cytryny pojawia się miąższ pełen soku. Zamiast zielonej herbaty czy chłodnej mięty — owocowa słodycz przełamana kwasowością.
Nie ma jednej poprawnej wersji świeżości. Tak samo jak nie istnieje jeden zapach na lato czy jedna kompozycja, która będzie odpowiednia dla wszystkich. Czasem najbardziej odświeżające okazuje się właśnie to, czego wcześniej nie braliśmy pod uwagę.
Mad Gut – marakuja słodka, kwaśna i naprawdę tropikalna
Marakuja nie wygląda jak owoc, który szczególnie zależy na dobrym pierwszym wrażeniu. Trochę pomarszczona z zewnątrz, w środku pełna pestek zatopionych w złocistym miąższu. Jeśli widzisz ją po raz pierwszy, przez chwilę możesz się zastanawiać, co właściwie masz z tym zrobić.
A potem bierzesz łyżeczkę.
Najpierw pojawia się słodycz. Za moment dołącza delikatna kwasowość i nagle wszystko staje się bardziej soczyste, wyraziste, trochę egzotyczne. To właśnie ten kontrast jest sednem Mad Gut. Perfumy o zapachu marakui zostały zbudowane wokół jednej nuty — marakui: dojrzałej, tropikalnej, słodkiej i lekko kwaśnej. Nie ma tutaj mango, ananasa ani całego kosza egzotycznych owoców, który próbowałby przejąć uwagę. Od początku do końca bohaterka jest jedna.
To ważne również z perspektywy idei monoperfum Söppö. Ich celem nie jest tworzenie uproszczonej wersji klasycznych perfum, lecz możliwie czytelne pokazanie konkretnej nuty albo akordu. W Mad Gut marakuja nie jest więc tylko elementem kompozycji. Jest całą historią.
I historia ta zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się przewidywalność. Mad Gut pachnie jak dojrzały owoc wyjadany łyżeczką prosto ze skórki — soczyście, tropikalnie i z kwaśnym kontrapunktem, który nie pozwala słodyczy stać się zbyt ciężką. Marka zastosowała tutaj 30% zaperfumowania, aby możliwie wiernie zachować charakter marakui bez dokładania cięższych nut, które zmieniłyby jej naturalistyczny kierunek.
Może właśnie dlatego marakuja tak dobrze pasuje do historii o przełamywaniu rutyny. Nie pachnie jak kolejna rzecz, którą już znasz. Raczej jak przypomnienie, że nawet w zwyczajnym dniu nadal można natknąć się na coś, czego wcześniej nie było na Twojej mapie.

Jelly Belly – świetlista i soczysta strona liczi
Liczi lubi robić małe przedstawienie. Najpierw pokazuje chropowatą, ciemnoróżową skórkę, która wygląda trochę tak, jakby owoc wolał zachować dystans. Dopiero kiedy ją zdejmiesz, pojawia się zupełnie inne wnętrze — jasne, miękkie, pełne soku. Mała forteca, która po otwarciu okazuje się znacznie delikatniejsza, niż sugerowała z zewnątrz.
Właśnie na tym kontraście opiera się Jelly Belly. To perfumy o zapachu liczi skupione na zapachu dojrzałym, słodkim i soczystym, ale jednocześnie świeżym, świetlistym i niemal wodnistym. Nie ma tu wanilii, jaśminu ani innych kwiatów, które miałyby dopowiadać historię za owoc. Liczi zostaje samo i dostaje całą przestrzeń dla siebie.
Dzięki temu Jelly Belly nie idzie w stronę ciężkiej, deserowej słodyczy. Jest bardziej jak pierwszy kęs świeżo obranego owocu — miękki, pełen soku, ale pozostawiający po sobie wrażenie lekkości. To zupełnie inny rodzaj egzotyki niż ta, którą przed chwilą poznaliśmy w Mad Gut. Tam uwagę przyciągał kontrast słodyczy i kwasowości. Tutaj wszystko dzieje się ciszej: poprzez delikatność, soczystość i światło.
W historii Söppö liczi dostaje jeszcze jedno znaczenie. Chropowata skorupka i delikatne wnętrze stają się obrazem granic, które nie muszą oznaczać chłodu. Możesz mieć swoją fortecę i nadal zostawiać w niej miejsce dla tych, których naprawdę chcesz wpuścić. Jelly Belly nie opowiada więc o słabości ukrytej pod twardą warstwą. Raczej o wrażliwości, która nauczyła się decydować, komu chce się pokazać.
Marakuja czy liczi – który kierunek jest bliższy Tobie?
Nie musisz wybierać „najlepszych” perfum. Właściwie dobrze byłoby na chwilę zapomnieć, że takie istnieją. Zapach nie jest konkursem, w którym jeden owoc zdobywa złoto, a drugi wraca smutny do domu.
Lepiej zapytać: na co masz dziś ochotę?
Jeśli bliższe są Ci zapachy, w których słodycz spotyka się z delikatną kwasowością, a egzotyczny owoc ma trochę więcej pazura, Mad Gut prowadzi w stronę marakui. Jeżeli wolisz miększą owocowość, więcej delikatności i soczystą słodycz, Jelly Belly pokazuje inne oblicze tropików. To dwa monozapachy i dwa różne doświadczenia — bez potrzeby ustalania, które z nich jest bardziej „właściwe”. Charakter Mad Gut marka buduje wokół dojrzałej, słodko-kwaśnej marakui, natomiast Jelly Belly pozostaje przy słodkim, świetlistym i soczystym liczi.
Możesz też zrobić coś jeszcze prostszego: przestać wybierać perfumy według tego, jakie „powinny” Ci się podobać. Czasem jeden owoc okazuje się miłością od pierwszego psiknięcia. Czasem potrzebuje kilku spotkań. A czasem największą przyjemność daje właśnie zmiana — marakuja jednego dnia, liczi następnego.
Bo poznawanie własnego gustu zapachowego nie musi zaczynać się od znajomości wszystkich rodzin perfumeryjnych, piżma, cedru, ylang ylang czy mchu dębowego. Może zacząć się dużo prościej: to mi pachnie. To nie. Tego chcę jeszcze raz.
I to już jest całkiem dużo.
Dlaczego owocowe zapachy tak dobrze odnajdują się latem?
Lato ma dziwną zdolność zmieniania apetytu na zapachy. Nagle ciężki sweter pachnie jak zły pomysł, kawa może być z lodem, a owoce najlepiej smakują wtedy, kiedy sok zaczyna spływać po palcach. W zapachowej garderobie też często robimy trochę więcej miejsca na rzeczy lekkie, soczyste i rześkie.
Nie oznacza to jednak, że istnieją oficjalne perfumy na lato, a wraz z pierwszym chłodniejszym wieczorem należy je grzecznie schować do szuflady. Söppö raczej nie lubi takich zasad. Jeśli marakuja pachnie Ci dobrze w listopadzie — listopad właśnie dostał marakuję.
Latem szczególnie łatwo jednak odnaleźć się w owocowych skojarzeniach. Dojrzały miąższ, kwaśny sok, egzotyczne owoce jedzone gdzieś w podróży, coś zimnego wyciągniętego z lodówki, mokre dłonie po krojeniu owoców. Taki zapach nie musi odwoływać się do klasycznych nut morskich czy cytrusowych, żeby sprawiać wrażenie świeżego. Może pozostać słodki, a jednocześnie mieć w sobie przestrzeń i lekkość.
Właśnie dlatego Mad Gut i Jelly Belly można potraktować jako dwa nieoczywiste kierunki na cieplejsze dni. Nie dlatego, że lato wymaga marakui albo liczi. Po prostu oba pokazują owoc bez ciężkiej dekoracji: Mad Gut zostawia marakuję samą w centrum kompozycji, a Jelly Belly robi to samo z liczi.
A kiedy lato się skończy? Nic się nie dzieje. Flakon nie zna kalendarza.
Historia od założycielki Söppö – nie chcę opowiadać perfumami tylko o sobie
Kiedy myślę o tworzeniu perfum, coraz mniej interesuje mnie pytanie: „jaką historię chcę opowiedzieć o sobie?”. Znacznie ciekawsze jest dla mnie to, co wydarzy się później — kiedy flakon trafi do kogoś innego i zacznie znaczyć coś, czego sama nigdy bym nie wymyśliła.
Bo ten sam zapach może otwierać zupełnie różne drzwi.
Dla jednej osoby będzie wspomnieniem wakacji. Dla drugiej czymś, co przypomina kuchnię w rodzinnym domu, pierwszą podróż albo owoc spróbowany kiedyś przypadkiem i zapamiętany na lata. Ktoś inny nie znajdzie w nim żadnego starego wspomnienia — i właśnie z nim zapisze nowe.
To chyba jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w perfumach. Można stworzyć kompozycję bardzo świadomie, dopracować jej charakter, zdecydować, w którą stronę ma prowadzić, a mimo to nie mieć ostatniego słowa. Ostateczna historia zaczyna się dopiero na czyjejś skórze.
Dlatego Söppö jest marką autorską, ale nie chcę, żeby była marką zapatrzoną w autora. Nie tworzymy perfum po to, żeby ktoś poznawał dzięki nim przede wszystkim nas. Bardziej zależy mi na tym, żeby mógł znaleźć w nich kawałek siebie — własne skojarzenie, własną zachciankę, własne „o, właśnie tak chciałam pachnieć, tylko wcześniej nie umiałam tego nazwać”.
Może dlatego tak bliskie są mi pojedyncze nuty. Dają przestrzeń. Nie podpowiadają całej historii od pierwszego do ostatniego zdania. Zostawiają miejsce, żeby dopisała się do nich Twoja.
I wtedy perfumy przestają być tylko tym, co ktoś zamknął we flakonie. Zaczynają być tym, co wydarzyło się później.
FAQ
Czy Mad Gut i Jelly Belly to perfumy damskie?
Określenie perfumy damskie może pomagać w poruszaniu się po ofercie, ale w Söppö traktujemy takie podziały raczej jako wskazówkę niż zasadę. Zapach nie musi mieć płci – te same perfumy mogą być wybierane przez kobiety i mężczyzn, jeśli po prostu odpowiada im dana nuta. W przypadku monoperfum najważniejsze pozostaje to, czy lubisz konkretny aromat.
Czy rześkie perfumy mogą być trwałe?
Rześkość opisuje sposób odbierania zapachu, a nie jego stężenie. Na trwałość wpływa zarówno koncentracja kompozycji, jak i charakter użytych molekuł. Dlatego nawet rześkie perfumy mogą być stosunkowo trwałe, choć lżejsze nuty będą zachowywać się inaczej niż cięższe składniki bazowe. Nie oznacza to też automatycznej gwarancji, że każdy zapach będzie tak samo intensywnie wyczuwalny przez cały dzień.
Jakie nuty mogą tworzyć wrażenie świeżości w perfumach?
Świeżość może mieć wiele odsłon. Budują ją między innymi nuty zielone, kojarzące się z trawą czy świeżymi liśćmi, ale także cytrusy, wodne akordy, neroli, szałwia czy niektóre kwiaty. W bardziej kwiatowym kierunku mogą pojawić się na przykład piwonia, lotos albo akord frezji. Każdy z tych składników daje jednak inny rodzaj świeżości – od zielonej i chłodnej po miękką i kwiatową.
Czy owocowe perfumy zawsze są „radosne”?
Nie istnieje jedna emocja przypisana do konkretnej rodziny zapachowej. Dla jednej osoby owocowe perfumy mogą być odbierane jako zapach radosny i przywoływać skojarzenia z wakacjami czy dobrym nastrojem, dla innej będą przede wszystkim soczyste, nostalgiczne albo po prostu intrygujące. Zapach uruchamia własne wspomnienia i skojarzenia, dlatego jego emocjonalny odbiór pozostaje bardzo osobisty.
Jak wybrać nowe perfumy, kiedy nie znam dobrze nut zapachowych?
Przy wyborze nowych perfum nie musisz od razu rozpoznawać wszystkich rodzin, nut serca i składników bazy. Monoperfumy pozwalają zacząć od prostszego pytania: jaki aromat naprawdę lubię? Z czasem łatwiej zauważyć, czy bliższe są Ci owoce, kwiaty, nuty zielone, drzewne czy bardziej nieoczywiste kompozycje. To poznawanie własnego nosa bez egzaminu z perfumiarstwa na końcu.